Rano płyniemy promem na drugą stronę rzeki św. Wawrzyńca. Trzeba przyznać, że panorama Quebec jest świetna. Nawet, jeśli duży fragment Chateau Frontegnac jest remontowany, okryty zieloną siatką. Po drugiej stronie, miasteczko Lewis nas rozczarowuje do tego stopnia, że jeszcze tym samym promem wracamy do miasta. Łazimy po dolnym mieście, które jest cudownie starofrancuskie. Sklepiki, kawiarenki... Trochę jak w Prowansji. W czasie lunchu odkrywamy przepyszny serek kozi, który przyjemnie skrzypi w zębach. Włazimy na mury i robimy kilka kilometrów, okrążając miasto. Słońce już zachodzi. W hotelu trochę nabieramy sił i wychodzimy jeszcze na nocny spacer po starym mieście. Jemy coś na tarasach przed Chateau Frontegnac i padamy ze zmęczenia.