Geoblog.pl    ciekawy    Podróże    Etiopia    U Dessanech
Zwiń mapę
2011
19
paź

U Dessanech

 
Etiopia
Etiopia, Omorate
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 6916 km
 
Po śniadaniu, o 7.00 jedziemy do Omorate. Utwardzona droga po której jedziemy jest koszmarna - samochód jedzie jak po schodach. Całe szczęście widzimy sporo różnych zwierząt: bush chickeny, pawiany, dik diki (zawsze w parach) i inne.



Po 2,5 godzinie docieramy do Omorate. Widzimy też wielki most, który porwała wysoka fala kilka lat temu. Od tamtej pory nie podniesiono go. A był to jedyny most na rzece Omo w tym miejscu. Do pierwszego następnego, w górze rzeki trzeba by jechać 2 dni. Meldujemy się w "Immigration Office" - spisują nam numery paszportów, gdyż Omorate leży przy granicy z Kenią. Następnie ruszamy nad rzekę. Jest z nami kolejny obowiązkowy przewodnik, który oprowadzi nas po wiosce (650 birrów). Najpierw jednak musimy się przeprawić przez Omo - "łódką - łupiną", przeciekającą dłubanką. Aby do niej wejść zjeżdżamy po glinie kilka metrów z urwistego brzegu wprost do rudej wody Omo. Cali upaćkani gliną siadamy w chybotliwej dłubance. Jest trochę niebezpiecznie - przewodnik cały czas powtarza, byśmy "balansowali". "Balansujemy", a łódka i tak z łatwością przechyla się na boki. Tym bardziej, że Omo w tym miejscu właściwie osiąga już maksimum swojej szerokości i gwałtownie zmierza ku jezioru Turkana. Oblani zimnym potem wczłapujemy na drugi brzeg. Po glinie.



W wiosce jesteśmy jedynymi białymi. Zatem cała uwaga plemienia Dessanech skupia się na nas i od razu zaczepiają nas niemal wszystkie kobiety, dzieciaki i starcy (mężczyźni w sile wieku znów niemal nieobecni - wypasają krowy). By zrobić im zdjęcia płacimy po 2 birry. Robimy ich całkiem dużo. Rozdajemy też kilka lusterek i żyletek. Maluchy starają się robić wszystko, by zrobić i im jak najwięcej zdjęć. Mnie rozbroiły tym, że widząc jak fotografuję jakąś kobietę z wiązką gałęzi na głowie, zaczęły podnosić wspólnie na ramiona ogromną kłodę, bo skoro takie zdjęcia się najbardziej podobają... Klient nasz pan! :-) Po jakiejś godzinie - wracamy. Ciągniemy za sobą ogonek dzieciaków pouczepianych naszych palców u dłoni.



Znów przeprawa przez Omo. Tym razem "balansując" udaje mi się zrobić nawet jedno zdjęcie.W barze zjadamy jeszcze injerę i zabieramy ze sobą chłopca, który jest chory na cukrzycę i raz w miesiącu jeździ do Jinki po zapas insuliny. A zajmuje mu to dwa dni, bo transportu publicznego tu nie ma. My zabieramy go do Turmi. Droga powrotna - jeszcze gorsza: nadal trzęsie, jak byśmy jechali po jeszcze wyższych schodach. Zwierzęta się pochowały. Tylko termitiery i akacje. Monotonia.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (30)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
mirka66
mirka66 - 2011-11-19 21:19
Ciekawe te plemiona i ich zycie.Zazdroszcze tej Etiopii.
 
 
ciekawy
Ciekawy Świata
zwiedził 47% świata (94 państwa)
Zasoby: 1452 wpisy1452 524 komentarze524 17458 zdjęć17458 46 plików multimedialnych46
 
Moje podróżewięcej
12.12.2010 - 21.06.2019
 
 
23.02.2024 - 07.03.2024
 
 
30.04.2022 - 03.05.2022